Jak sprzedawać marketing artystom, którzy go nienawidzą? Dawid Lewandowski o social mediach dla twórców

menu

TL;DR: Dlaczego artyści boją się promocji i jak przez to przejść?

Artyści unikają mediów społecznościowych z trzech konkretnych powodów: wstydu przed oceną bliskich, braku wiedzy o tym, jak się pokazywać, i strachu przed hejtem. Dawid Lewandowski, który pomaga twórcom budować wizerunek w sieci, wskazuje, że żadna z tych barier nie jest nie do przejścia. Kluczem nie jest gonitwa za viralem ani perfekcyjny content, tylko regularne, ludzkie pokazywanie siebie i swojej twórczości. Viral to zły cel na start, bo nawet jeśli się trafi, często dociera do zupełnie niewłaściwej grupy odbiorców.

  • Trzy główne bariery artystów wobec social mediów: wstyd, brak wiedzy, strach przed hejtem.
  • Viral nie równa się sprzedaży ani rozpoznawalności w odpowiedniej grupie.
  • Indywidualny twórca ma w social mediach przewagę nad instytucją: odpowiada tylko za siebie i może pokazywać ludzką stronę.
  • Media społecznościowe to nie galeria sztuki, ale przestrzeń, w której liczy się człowiek, nie tylko dzieło.
  • Dwa typy treści, których artyści potrzebują: takie dla nowych odbiorców i takie dla osób, które już ich znają.

Dlaczego artyści boją się własnej promocji?

Dawid Lewandowski skończył studia artystyczne blisko dekadę temu i obserwował to z bliska: uczelnie artystyczne uczą rzemiosła, ale niemal w ogóle nie przekazują wiedzy o pokazywaniu siebie. Efekt jest taki, że wielu bardzo dobrych twórców po prostu nie potrafi dotrzeć do odbiorców.

Widziałem mnóstwo świetnych osób, które robią super rzeczy, a absolutnie nie potrafią tego pokazać. A jeśli czujemy wewnętrznie, że nie mamy jakiejś wiedzy, to boimy się tego instynktownie.

Według Lewandowskiego słowem kluczowym jest wstyd. Wiele twórczości wynika z osobistych przeżyć, a jej upublicznienie wymaga odwagi. Do tego dochodzi strach przed reakcją bliskich i środowiska.

Podzielenie się czymś tak osobistym czasami wymaga ogromnej odwagi, jest takim odsłonięciem brzuszka trochę, nie? Jak kot komuś ufa, pokazuje brzuszek.

Trzecia bariera to hejt. Lewandowski prowadził warsztaty na Wydziale Sztuk Pięknych w Toruniu i stwierdził, że dla dwudziestoparoletnich malarek strach przed tym, że ktoś je wyśmieje lub obrazi, był jedną z największych blokad przed regularnym publikowaniem.

Jak przeprowadzić artystę przez próg wstydu i strachu?

Mój rozmówca nie obiecuje, że hejt zniknie. Zamiast tego uświadamia twórców, że towarzyszy on nawet największym. Przykład, od którego zaczyna większość swoich szkoleń, to Marina Abramović, jedna z najważniejszych performerek na świecie, która wciąż doświadcza masowego hejtu w sieci, mimo blisko osiemdziesięciu lat pracy artystycznej.

Jeśli robimy coś swojego, coś odważnego, to jest ogromna szansa, że negatywne komentarze czy hejt się pojawią i będą nam towarzyszyć nawet do 80., 90. roku życia, jak w przypadku wielu artystek i artystów.

Argument, który Lewandowski stawia naprzeciw temu strachowi, jest prosty: pozytywne aspekty obecności w sieci są dużo większe niż jeden czy dwa negatywne komentarze. Obcy ludzie w internecie są często życzliwsi, niż się spodziewamy. Można tam znaleźć osoby myślące podobnie, wymieniać się inspiracjami, a nawet stać się dla kogoś inspiracją.

Zaznacza jednak wyraźnie: praca nad obecnością w sieci to nie tylko wrzucanie postów. To też praca wewnętrzna, mentalna, która wymaga uświadomienia sobie trzech rzeczy: kim się jest, co się robi i do kogo chce się dotrzeć.

Viral jako cel startowy to zły pomysł. Dlaczego?

To jeden z mitów, z którymi Dawid walczy najczęściej. Wielu początkujących twórców patrzy na konta z milionowymi zasięgami i myśli, że viral to przepustka do sukcesu: galerie zaproszą, klienci się odezwą, sprzedaż ruszy. W praktyce niekoniecznie tak to działa.

Dawid przytacza historię znajomego z branży marketingu, który nakręcił rolelkę z 20 milionami wyświetleń. Filmik trafił głównie do użytkowników z Rosji i innych krajów Europy Wschodniej, co zmusiło go do zarchiwizowania materiału i masowego usuwania obserwujących, bo żaden z nich nigdy nie zostałby jego klientem.

Treści viralowe bardzo często niosą się dlatego, że wywołują konkretne emocje, złość niesie się bardzo mocno, albo są śmieszne. Ale czy zabawny filmik podkreśli cię jako kompetentnego twórcę?

Lewandowski podaje konkretny przykład fotografa ślubnego lub rodzinnego z małego miasta. Taki twórca nie potrzebuje virala, który poniesie się po całym internecie. Potrzebuje precyzyjnego dotarcia do konkretnych ludzi w konkretnym miejscu.

Jakie mity o social mediach psują artystom start?

Dawid wymienia kilka przekonań, z którymi regularnie się mierzy w pracy z twórcami:

  • Viral albo nic – przekonanie, że bez wiralowego zasięgu nic nie ruszy, ignoruje wartość precyzyjnego, regularnego budowania grona właściwych odbiorców.
  • Wszystko musi być mega profesjonalne – blokada w stylu “mam za słaby telefon, nie nagram filmiku” hamuje więcej twórców niż jakakolwiek algorytmiczna zmiana.
  • Tylko wideo, bo tylko reel się sprawdza – to uproszczenie, które nie uwzględnia różnych typów twórczości i różnych grup odbiorców.
  • Bez płatnej reklamy konto stoi – Dawid nie neguje wartości reklam, ale zaznacza, że ludzkie, osobiste treści wciąż mają szansę docierać organicznie. Budżet reklamowy ma sens, gdy pokazujesz gotowe prace i ofertę, a nie budujesz relację z odbiorcami.

Dlaczego twórca w social mediach ma przewagę nad instytucją kultury?

Dawid pracuje równolegle jako freelancer wspierający artystów i jako pracownik instytucji kultury. Ta podwójna perspektywa daje mu trzeźwe spojrzenie na różnice między jednym a drugim.

Instytucja odpowiada przed zarządem, dyrekcją i organizatorem. Każdy post to decyzja, której konsekwencje mogą dotknąć całą organizację, łącznie z finansowaniem. Indywidualny twórca odpowiada wyłącznie za siebie i może pozwolić sobie na więcej: absurdalny humor, osobiste wyznania, chaotyczną estetykę, jeśli tego chce.

Osoba, która prowadzi swój profil, ma po prostu wolność pokazywania siebie w sposób, jaki chce, czasem absurdalny, czasem zabawny, czasem poważny, to zależy tylko od niej, i to jest w tym mega fajne.

Lewandowski wskazuje też na fundamentalną różnicę w tym, co może zaoferować profil prywatnej osoby: przejście przez jej historię, głos, twarz, możliwość napisania wiadomości i odbycia rozmowy. Żadna instytucja tego nie zastąpi, bo instytucja jest zbiorem osób, a nie jedną konkretną postacią.

Marka osobista czy wizerunek? Jak mówić o promocji, żeby artysta nie uciekł?

Samo wyrażenie “marka osobista” działa na wielu twórców odstraszająco. Wywołuje skojarzenia ze sprzedażą, korporacyjnym myśleniem, utratą artystycznej integralności. Dlatego zamiennie używa określeń takich jak “wizerunek”, “obecność w sieci” czy “pokazywanie siebie”.

Zauważyłem, że bardzo dużo twórców i twórczyń ma problem, kiedy pada takie bardzo marketingowe hasło jak “marka osobista”, czują się niezręcznie, czują, jakby się sprzedawali.

Marka osobista w jego rozumieniu to po prostu kontrola nad narzędziami, które mamy dostępne, żeby mówić o tym, co robimy. I to artyści mogą robić wyłącznie sami, bo żadna agencja ani żaden zewnętrzny podmiot nie powie o ich twórczości w taki sam sposób, jak oni sami.

Kiedy ty mówisz o swojej twórczości, o swojej sztuce, nikt, żadna agencja, nie powie o tym w taki sam sposób jak ty.

Dwa typy treści, których artyści nie rozróżniają

Jednym z praktycznych wniosków z rozmowy jest podział treści na dwie kategorie. Artyści często chcą publikować jeden typ contentu i nie rozumieją, dlaczego nie przynosi efektów.

  • Treści dla nowych odbiorców – takie, które mogą zwrócić uwagę osoby, która twórcy jeszcze nie zna, i na które ma szansę trafić ktoś spoza obecnej bańki obserwujących.
  • Treści dla obecnych obserwujących – bardziej pogłębione, osobiste, dla tych, którzy już wiedzą, kim jest artysta i chcą dowiedzieć się więcej.

Hermetyczny opis kuratorski pod zdjęciem obrazu, wrzucony między filmiki z jedzeniem i kotami, prawdopodobnie zostanie przewinięty przez kogoś, kto nie zna jeszcze twórczości autora. Ale dla osób, które już ją cenią, może być wartościowy. Problem pojawia się, gdy artysta publikuje wyłącznie jeden typ treści i oczekuje, że będzie działał dla obu grup jednocześnie.

Najważniejsze wnioski

  • Artyści boją się promocji z trzech powodów: wstyd, brak wiedzy, strach przed hejtem. Żaden z nich nie jest nie do przepracowania, ale wymaga świadomości i pracy wewnętrznej.
  • Hejt towarzyszy twórcom na każdym poziomie kariery, nawet Marinie Abramović. Uświadomienie sobie tego zmniejsza jego siłę rażenia.
  • Viral to zły cel na start. Precyzyjne dotarcie do właściwych odbiorców jest ważniejsze niż masowy zasięg do przypadkowych ludzi.
  • Treści ludzkie, osobiste, z twarzą i głosem twórcy osiągają lepsze zasięgi organiczne niż nawet najlepiej zrealizowane portfolio.
  • Indywidualny twórca ma w social mediach strukturalną przewagę nad instytucją: pełną wolność, spójny głos i możliwość budowania prawdziwej relacji z odbiorcami.
  • Należy rozróżniać treści dla nowych odbiorców od treści dla obecnej społeczności i publikować oba typy.

FAQ

Czy artysta musi być na wszystkich platformach jednocześnie?

Nie. Ważniejsze jest regularne i spójne działanie na jednej lub dwóch platformach niż chaotyczna obecność wszędzie. Wybór platformy powinien wynikać z tego, gdzie są potencjalni odbiorcy danej twórczości, a nie z tego, co jest modne.

Czy płatna reklama jest konieczna, żeby cokolwiek osiągnąć w social mediach?

Zależy od tego, co i jak publikujesz. Jeśli twój profil opiera się wyłącznie na gotowych pracach i ofercie, reklama może pomóc w zasięgu. Jeśli pokazujesz swoją ludzką stronę i budujesz relację z odbiorcami, treści organiczne wciąż mają szansę się nieść bez budżetu.

Jak radzić sobie z hejtem w komentarzach?

Lewandowski zaleca przede wszystkim uświadomienie sobie, że hejt jest wpisany w bycie widocznym w sieci, niezależnie od poziomu kariery. Ważniejsze niż reagowanie na każdy komentarz jest wypracowanie własnego sposobu radzenia sobie z krytyką i skupienie się na budowaniu społeczności osób, które realnie rezonują z twoją twórczością.

Czy marka osobista to to samo co wizerunek?

W praktyce tak, choć samo pojęcie “marka osobista” działa na wielu artystów odstraszająco. Chodzi o kontrolę nad tym, jak jesteś odbierany: co publikujesz, jak mówisz o swojej twórczości, jaką relację budujesz z odbiorcami. Możesz nazywać to jak chcesz, mechanizm jest ten sam.

Skąd wziąć pomysły na treści, jeśli nie chcę pokazywać tylko gotowych prac?

Lewandowski wskazuje na dwa typy treści: takie skierowane do nowych odbiorców, które mogą przyciągnąć kogoś nieznającego twojej twórczości, i takie dla obecnych obserwujących, którzy chcą wiedzieć więcej o tobie i procesie twórczym. Kulisy pracy, dylematy, etapy powstawania dzieła to materiał, który instytucja kultury nigdy nie zastąpi, a twórca ma go zawsze pod ręką.

Posłuchaj i obejrzyj odcinek

Pełną rozmowę z Dawidem Lewandowskim znajdziesz na kanale YouTube podcastu Dział Marketingu:

Oglądaj na YouTube

Chcesz porozmawiać o promocji swojej marki lub twórczości?

Jeśli szukasz kogoś, kto pomoże ci zbudować sensowną obecność w mediach społecznościowych bez gonitwy za viralem i bez korpomowy, napisz do nas.

Skontaktuj się z CYK media

Podaj dalej:

Uzupełnij nasz formularz

Im więcej otrzymamy danych na początku, tym mniej wiadomości będziemy musieli wymienić.